O pasji podróżowania i gotowania

O pasji podróżowania i gotowania - Podróże ze smakiem   O pasji podróżowania i gotowania - Podróże ze smakiem

Chyba dużo podróżujemy

… choć zdecydowanie za dużo po Europie i zbyt często w te same miejsca. Po prostu lubimy wracać na stare śmieci, odkrywać je na nowo, za każdym razem inaczej i coraz dokładniej. Ale też nie jesteśmy jak pan inżynier z Rejsu, które lubił tylko te piosenki, które znał, więc ruszamy też czasem w nieznane. I tak w 2012 po raz pierwszy udaliśmy się poza nasz Stary Kontynent, do Tajlandii.

W ogóle to był dobry rok dla podróży:

  • styczeń – Tajlandia
  • czerwiec – Praga i Karpacz
  • czerwiec / lipiec – Toskania
  • lipiec – Praga
  • sierpień – Hiszpania
  • wrzesień – Polesie, nasze polskie, lubelskie
  • październik – Londyn
  • grudzień – na Sylwestra będzie powrót do Paryża

Taki był 2012. Ale ostatnie lata też nie były słabe. Odkąd jesteśmy razem, od wakacji Paryż-Berlin-2006, zorganizowaliśmy wspólnie 25 wyjazdów.

I mało mi wciąż, chcę więcej – planowania trasy, pakowania walizek, strachu przed lataniem, wielu kilometrów w nogach każdego dnia i tysięcy zdjęć.

I urlopu mi mało. 26 dni wolnych na 250 roboczych dni w roku… 90% czasu w kieracie i zarabianie na te 10%, w których możemy realizować nasze pasje. Ale i tak warto…

Bo czerpię nieopisaną radość i motyle w brzuchu przed każdym, nawet najmniejszym wyjazdem. Gdybym mogła, żyłabym na walizkach. Ale nie mogę, więc… z końcem lata nie mam już ani jednego dnia urlopu. I wtedy ze zdziwieniem odkrywam, że istnieją ludzie, którym zostało jeszcze kilkanaście wolnych dni i którzy spędzają ten cenny czas w domu.

Będę tu pisać o podróżach aktualnych, ale też o minionych, póki te wspomnienia są na tyle świeże, że mogą stanowić jakąś wartość – dla mnie i i dla tych co tu zbłądzą.

A doświadczenia mamy rozmaite – czasem podróżujemy z dziećmi, czasem sami. Samotne wyjazdy są oczywiście inne niż rodzinne – inny jest rytm dnia, inna intensywność, sposób odkrywania i gospodarowanie czasem. Ale nasze wakacje z dziećmi to też nie jest plaża, aquaparki i wesołe miasteczka – w ten sposób nie potrafimy wypoczywać i to przekazujemy naszym dzieciom. Niech łapią bakcyla. ;)

W odróżnieniu od większości znanych mi podróżników przez duże P, my, podróżnicy przez zwykłe p (czy nawet p w indeksie dolnym ;)), szczególnie mocno upodobaliśmy sobie miasta. Ludzi i place, na których przesiadują, architekturę, muzea i sztukę. I artystów, którzy na te miasta wpływają – Gaudiego w Barcelonie, Černého w Pradze, Franka O. Gehry’ego w Bilbao czy Michała Anioła we Florencji.

Lubimy zamki, ich śladami przemierzyliśmy całą Portugalię wzdłuż i wszerz. I restauracje z dobrą kuchnią. Ale to nie znaczy, że jesteśmy niewrażliwi na przyrodę i otwarte przestrzenie, po prostu mniej w nas górołaza niż turysty.

Pomiędzy podróżami Michał gotuje

…a my z dziećmi konsumujemy. Z prawdziwa rozkoszą, bo to co nam Misiek serwuje zasługuje na kulinarnego Nobla. Potrawy z naszej kuchni są rozmaite, bo kucharz czerpie inspiracje z całego świata. Ale nawet zupa pomidorowa jest nieziemsko smaczna, a ze zwykłej sałaty potrafi wyczarować syty, zdrowy i arcysmaczny posiłek.

Kuchnia Michała jest prosta, zdrowa i wykwintna. Proces tworzenia jest zwykle bardzo długi, ale warto poczekać. Bo efekty to uczta dla wszystkich zmysłów.

Miłej lektury!

 

Post Scriptum

Od niedawna jest nas pięcioro! 24 lipca 2013 roku dołączyła do nas Marysia. Ciekawe jak będą wyglądały podróże w 5 osób… ;)

 

O pasji podróżowania i gotowania