Lukka, Toskania. Miasto rowerów.

Lukka, Toskania. Miasto rowerów

Lukka, piękne miasto o etruskim rodowodzie, z plątaniną urokliwych uliczek i placyków, zachwycające architekturą, kolorami i rowerami, które opanowały starówkę. Miłym zaskoczeniem był spokój i brak tłumów, przez co łatwiej było o magię w niemal każdym zakątku miasta. Wstąpiliśmy tu na parę chwil, w drodze z agroturystyki w Chianti nad morze, do Viareggio.

Lukka. Historia

Lukka została założona przez Etrusków, a od II w. p.n.e. była rzymska kolonią. To w tym mieście w 56 r. p.n.e. odbyło się spotkanie triumwirów – Gajusza Juliusza Cezara, Gnejusza Pompejusza i Marka Krassusa, którzy odnowili na kolejne 5 lat zawarte 4 lata wcześniej porozumienie I triumwiratu. Po upadku cesarstwa zachodnio-rzymskiego miastem władali Gotowie, Bizancjum i książęta Longobardzcy, później znalazło się w strefie wpływów Karola Wielkiego i jego następców.

W IX i X w. Lukka była głównym miastem Toskanii. Choć z końcem X w. straciła status stolicy regionu na rzecz Florencji, od XI do XIV w. była potęgą gospodarczą i polityczną. Swoje bogactwo zbudowała na rolnictwie i produkcji oliwy z oliwek oraz na sukiennictwie i jedwabnictwie. W XII w. Lukka stała się niezależnym państwem-miastem, drugim co do wielkości po Wenecji, i przez wiele stuleci zachowała tę niezależność, najpierw jako demokracja, następnie oligarchia. Dopiero w 1799 r. miasto zdobył Napoleon, a od 1805r. Lukką zawładnęła jego siostra Eliza Bonaparte. Po upadku Napoleona i Kongresie Wiedeńskim, w 1815 r. Lukka przeszła pod władanie Marii Ludwiki Bourbon, a następnie jej syna Karol Ludwik. Po jego śmierci Lukka została wcielone do Wielkiego Księstwa Toskanii, a w 1860 r. stała się częścią zjednoczonych Włoch, i tak pozostaje do dziś. Ot, krótka, acz ciekawa, historia pięknego miasta. :)

Lukka, Chiesa di San Giusto - Podróże ze smakiem
Lukka, Chiesa di San Giusto – Podróże ze smakiem

Lukka współcześnie

Lukka ma piękną starówkę, otoczoną średniowiecznymi murami i wyłączoną z ruchu samochodowego. Auto można zostawić przed murami na jednym z licznych miejsc parkingowych wokół murów i na pobliskich uliczkach. Tuż za bramą miasta można pożyczyć rower, i z tej możliwości korzysta chyba większość turystów – nie pamiętam, żebym gdzieś poza Holandią widziała taką ilość ludzi przemieszczających się na rowerach. My ze względu na dzieci wybraliśmy spacer, i to także było miłym doświadczeniem. :)

Pierścień murów obronnych ma 4 km, jedenaście bastionów i sześć bram wjazdowych. Mury pochodzą z XVI – XVII w., jednak w XIX w. przekształcono je w teren spacerowy i obsadzono platanami.

Przewodniki doradzają parkowanie poza murami miasta – co na pewno ma walor poznawczy, a i spacer po mieście jest dłuższy, my jednak przejechaliśmy mury południową bramą i zaparkowaliśmy na Via del Molinetto, między murami a starówką, tuż przed area pedonale, czyli obszarem wyłączonym z ruchu samochodowego. Jak się okazało stamtąd tylko 2 kroki dzieliły nas od Duomo di San Martino – pierwszej z dwóch najpiękniejszych świątyń Lukki.

Katedra św. Marcina powstawała od XI do XIV w., początkowo budowana była w stylu romańsko-pizańskim, w późniejszych wiekach została rozbudowana i przebudowana w stylu gotyckim. Fasada katedry z ciemnego i jasnego marmuru z charakterystycznymi dla rejonu pasami jest asymetryczna, ponieważ katedra była dobudowana do wzniesionej wcześniej dzwonnicy (początkowo pełniącej rolę wieży obronnej). Dzwonnica wykonana jest w dolnej części z brązowego marmuru, a w górnej z białego. Kolejną ciekawostką architektoniczną tej budowli jest kolumnada na fasadzie – kolumny arkad różnią się od siebie i ciężko znaleźć dwie identyczne.

Lukka, Piazza di San Martino - Podróże ze smakiem
Lukka, Piazza di San Martino – Podróże ze smakiem

Zarówno sama katedra jak i plac San Martino zrobiły na mnie ogromne wrażenie, uważam, że to jedno z najpiękniejszych miejsc Toskanii jakie widzieliśmy. Oczarowała mnie również legenda związana ze znajdującym się w katedrze trzymetrowym krucyfiksem z wizerunkiem Chrystusa, który ponoć przedstawia prawdziwą twarz Jezusa z Nazaretu (Volto Santo, czyli Święta Twarz).

Podobno autorem rzeźby jest jeden z uczniów Chrystusa, Nikodem, który podczas pracy przestraszył się, że nie podoła zadaniu. Wtedy przyśniło mu się, że pracę dokończyli za niego aniołowie, a gdy się zbudził zobaczył ukończony krucyfiks. Po jego śmierci krzyż został ukryty w jaskini i po kilkuset latach odkrył go biskup Gualfredo, któremu podczas pielgrzymki do Jerozolimy przyśnił się anioł i zdradził mu miejsce, w którym ukryty był krucyfiks. Biskup zalecił umieścić figurę w łodzi bez załogi i powierzyć jej los Bogu. Łódź dopłynęła w pobliże portu Luni w Toskanii, gdzie biskup miasta Lukka, Giovanni, wraz z rybakami i mieszkańcami portu wydobył ja na brzeg. Każda miejscowość chciała zatrzymać krucyfiks, biskup zarządził więc, aby go włożyć na wóz bez woźnicy i ponownie powierzyć jego los Bogu… A Bóg chciał, aby woły zaciągnęły krzyż do Lukki, gdzie znajduje się do dziś. Pierwotnie rzeźbę umieszczono w kościele San Frediano, ale pierwszej nocy zniknęła i następnego dnia znaleziono ją w kościele San Martino. Dzięki temu wydarzeniu, uznanemu za cud, kościół zyskał rangę katedry.

W kościele San Frediano podziwiać dziś można freski ilustrujące tę historię. To trzecia największa świątynia w mieście, z charakterystyczną mozaiką na fasadzie. Niestety nie dotarliśmy do niej, ale… nie szkodzi, będzie co oglądać podczas następnej podróży do Toskanii. :)

Z placu San Martino wąskie uliczki same doprowadziły nas na Piazza San Michele, główny plac miasta, znajdujący się dokładnie w miejscu dawnego rzymskiego forum. Stąd też nazwa kościoła wybudowanego na placu, San Michele in Foro, czyli kościół św. Michała na Forum z romańską fasadą w stylu pizańskim, która uznana jest za jedną z najpiękniejszych w całych Włoszech. Wzniesiona kilkanaście metrów nad poziom dachu kościoła przypomina renesansową attykę, a fronton kościoła zdobią cztery poziomy zróżnicowanych arkadowych loggii. Na jej szczycie znajduje się mierzący cztery metry posąg św. Michała Archanioła oraz dwa mniejsze anioły po bokach. W dolnej części fasady znajduje się ciąg ślepych arkad, w środku których mieści się wejście do świątyni, a po prawej stronie kopia słynnej rzeźby Matteo Civitaliego Madonna Salutis Portus z 1480 r. Oryginał znajduje się wewnątrz kościoła, gdzie warto zobaczyć również malowidło Filippina Lippiego przedstawiające czworo świętych – Helenę, Hieronima, Sebastiana i Rocha.

Lukka - Chiesa di San Michele in Foro - Podróże ze smakiem
Lukka – Chiesa di San Michele in Foro – Podróże ze smakiem

Lukka. Co jeszcze warto zobaczyć

  • Piazza dell’Anfiteatro – owalny plac w miejscu dawnego amfiteatru rzymskiego pochodzącego z I w.p.n.e.
    Amfiteatr w VI w. zabudowano kamienicami, a jego zewnętrzne ściany zamieniono na domy, następnie, w XIX w. domy wewnątrz dawnego amfiteatru wyburzono i tak powstał obecny, osobliwy plac.
  • Casa di Giacomo Puccini – dom Giacomo Pucciniego, kompozytora oper, najsłynniejszego mieszkańca Lukki. Dom, w którym się urodził znajduje się dwa kroki od Piazza San Michele.
  • Torre dei Guinigi – kolejna osobliwość Lukki, wysoka na 41 metrów wieża przy Via Sant’Andrea 45, z dębami skalnymi rosnącymi na szczycie. Widoczna z wielu punktów miasta, może stanowić dobry punkt orientacyjny, a z jej szczytu można podziwiać rozległe widoki na Lukkę i okolicę. Przekazana została gminie Lukka przez przez spadkobierców rodziny Guinigich.
  • Torre delle Ore – wieża zegarowa, jedyna ze 130 średniowiecznych wież zachowana w Lucce. Od 1390 roku wieża zawiera zegar.
  • Chiesa di San Giusto – kościół z II połowy XII w. z fasadą z piaskowca i marmuru i z bogato zdobionym portalem.
  • Chiesa di Santa Maria Forisportam – XIII-kościół z z piękną, marmurową fasadą w stylu pizańskim.

I pewnie wiele innych, mniej popularnych zakątków, które mam zamiar odwiedzić następnym razem. :)


Pokaż Lucca na większej mapie

Niestety żadnego lokalu w Lucce nie mogę polecić, ale za to mogę ostrzec przed tym, gdzie się zatrzymaliśmy na lunch – bar przy Via Calderia, ulicy dochodzącej do placu San Michele od północy, ze stolikami na Piazza di San Salvatore (Via Buia). Nie znam jego nazwy i nie chcę jej znać… Siedliśmy tam, bo wyglądał przyzwoicie, ceny miał przystępne, a poza tym jeszcze się w Toskanii nie nacięliśmy na niedobrą kuchnię. Owszem, były miejsca z lepszym i gorszym jedzeniem, ale tak fatalnej, mrożonej i odgrzewanej w mikrofali pizzy nie kosztowałam nawet w Polsce… A lasagne właściwie niczym się nie różniła od pizzy, ani smakiem, ani wyglądem… Typowy bar dla turysty, czyli lokal nastawiony na klienta jednorazowego. Wciskają ohydne jedzenie setkom tysięcy przechodniów, którzy i tak tu nigdy nie wrócą. I myślę, że to była przemyślana strategia właściciela lokalu – bo o ile kuchnia we włoskich barach i restauracjach jest zazwyczaj mocno eksponowana, często otwarta, a jedzenie przyrządza się na oczach gości, tak tu kuchnię od lokalu oddzielała szczelna, gruba, drewniana roleta od samego sufitu po bar, a małe okienko do wydawania posiłków otwierało się tylko na ułamek sekundy i za chwilę zamykało z głośnym trzaskiem i wyraźnym odgłosem zasuwania rygla. Tak, żeby nikt przypadkiem nie zobaczył brudnej małej mikrofali i wielkiej szafy chłodniczej z mrożonkami 15. kategorii. Sam właściciel czy tez menedżer siedział obok tegoż okienka pilnując zapewne, żeby każdy klient, który przypadkowo zobaczył co dzieje się za roletą natychmiast został zlikwidowany. A miejsce obok tajemniczego okienka było strategiczne także z dwóch innych powodów. Po pierwsze właściciel zamieścił tam kasę fiskalną, która obsługiwał pełniąc jednocześnie służbę na straży okienka. Po drugie, to strategiczne miejsce znajdowało się w przejściu do toalety… i tu cały misterny plan genialnego właściciela ułożył mi się w logiczną całość… Toaleta nie miała zamknięcia (zapewne rygiel przeniesiony został do okienka), ale żeby goście choć trochę czuli się swobodnie w toalecie, właściciel osobiście ich tam pilnował i osobiście informował pozostałe osoby chcące skorzystać z toalety czy jest ona libero czy occupato

Ale nie zepsuło nam to pobytu w Lucce i dobrego wrażenia jakie na nas zrobiła :) To miejsce piękne i magiczne, i z radością kiedyś tam wrócimy :)

5 Comment

  1. Aga says: Odpowiedz

    Lukka jest jednym z najbrzydrzych miast Toskanii. Brudna, nieciekawa. Do ogladania same place i kościoły, jeden w drugi takie same. Jak ktos chce zwiedzac koscioly to taniej i ciekawiej zrobic sobie rundke po Krakowie. W Krakowie ponad 200 kosciolow i kazdy inny.
    Lukka nie umywa sie do Florencji, a Sienie do pięt nie dorasta. Atrakcją moze byc dla historyka sztuki lub znawcy architektury.

    1. Moje krakowskie oczy, doskonale oswojone z widokiem 136 kościołów naszego miasta, widzą to zupełnie inaczej. Choć nie jestem ani historykiem ani znawcą architektury. Nie to ładne co ładne, ale co się komu podoba. Dla mnie osobiście Florencja jest śmierdząca, tłoczna i przygnębiająca, a Lukka urokliwa. Siena według mnie piękniejsza od obydwu miast. Jestem lekko zdziwiona tym, że w dzisiejszych czasach trzeba mówić, że piękno jest subiektywne, leży w oczach patrzącego, i że ile ludzi tyle opinii. Pozdrawiam serdecznie, Dorota

  2. Kasia says: Odpowiedz

    Nie wiem, co to za moda, żeby robić zdjęcia dzieciom dłubiącym w nosie :( Przepraszam, ale to obrzydliwe :( Poza TYM, świetny blog, super rodzinka :)

    1. To zdjęcie jest wyrwane z kontekstu i bez niego hmm… faktycznie może sprawiać wrażenie “nie na miejscu”. Ale kontekst jest taki, że na usg ciążowym lekarz “złapał” Emilkę z palcami przy nosie i nawet udało mu się zrobić takie zdjęcie: https://www.podrozezesmakiem.com/wp-content/uploads/2016/08/25178_1407795317511_3014086_n.jpg. Ten gest bardzo poruszył i jego i nas, i wszystkie pielęgniarki, które przybiegły pooglądać dziecko na ekranie. Potem, po przyjściu na świat, Emilka bardzo często przykładała palce do nosa w tym geście – my uważaliśmy, że to V, jak Victoria ;) Szczególnie kiedy była zmęczona wyciszała się w ten sposób. Nie było to dłubanie w nosie, po prostu robiła z palców V, przykładała je do nosa i tak długo je tam trzymała póki nie zasnęła. Wiedzieliśmy, że to nawyk z życia płodowego.
      A kiedy powstawał ten blog, nie zaglądał tu pies z kulawa nogą, więc to zdjęcie było przeznaczone dla rodziny i przyjaciół, którzy doskonale rozumieli jego kontekst.
      Mam nadzieję, że choć trochę wytłumaczyłam sens tego ujęcia. Nie zwykłam robić zdjęć dzieciom, ani nikomu, w sytuacjach wstydliwych ;)
      Serdecznie pozdrawiam! :)

  3. […] Lukka – piękne, ciekawe etruskie miasto, które zapamiętałam jako jedno z najpiękniejszych w całej Toskanii […]

Dodaj komentarz