Wycieczki z dziećmi wokół Gardy

Wycieczki z dziećmi nad Gardą

Wycieczki z dziećmi wokół Gardy

Wycieczki z dziećmi wokół Gardy ograniczyliśmy do naszego minimum, ponieważ nasze młodsze dzieci, 3- i 6-latka, zainteresowane były wyłącznie basenem i placem zabaw. Trzeba będzie tu wrócić, bo jezioro i okolice są jest bezdyskusyjnie piękne, zachwycające i fascynujące. Gdybyśmy byli tu sami lub ze starszymi dziećmi objechalibyśmy je całe dookoła, w tym roku zdołaliśmy zobaczyć jednie kilka miejsc:

  • Monte Baldo
  • Gardaland
  • Sirmione
  • Werona
  • Lazise
  • Peschiera del Garda

I tak nieźle jak na tak krótki pobyt, ale to miejsce oferuje znacznie więcej możliwości. Warte zobaczenia są także Desenzano na południu, na zachodzie – San Felice del Benaco, Porto di San Felice, Limone sul Garda, na północy – Riva del Garda, a na wschodzie – Malcesine, Garda, Torre del Benaco, Bardolino. I zapewne mnóstwo innych miejsc, o których jeszcze nie wiem, ale może się dowiem, bo o ile dotychczas uważałam, że nasze miejsce na emeryturę to Campiglia Marittima, tak teraz nie wiem czy w okolicach Gardy nie będzie nam lepiej ;) Bo stąd jest blisko do Mediolanu, skąd zawsze można szybko i tanio dolecieć do Polski, bo blisko i do jeziora i do morza, a jednocześnie u stóp Alp – co pozwala na aktywny wypoczynek i latem i zimą. No i te widoki, za które dałabym się pokroić :) I niby wiem, że wszyscy (albo prawie wszyscy) kochają Włochy, ale nic nie poradzę, że ja też! Uwielbiam ten kraj, jego klimat, geografię, kuchnię i temperament mieszkańców. Wciąż jestem trochę spiętą Polka z kompleksami, mam spinkę na wiele drobiazgów, ale zachwyca mnie i imponuje mi najbardziej na świecie włoski luz, radość życia i uśmiech. Nikt się specjalnie nie spieszy, kierowca autobusu publicznego ma czas na miłą pogawędkę z pasażerami i nikt z tego powodu nie wzdycha ani nie sapie ze zniecierpliwieniem. Nawet jeśli po przyjęciu kasy za bilet, mimo korków, masakrycznego upału i niewielkiego opóźnienia, zamiast ruszyć ostro w dalszą drogę, on sobie spokojnie segreguje monety w kasetce. Chciałabym kiedyś złapać ten luz! I o dziwo, łapię go na wakacjach, szczególnie we Włoszech, ale do Polski wracam nerwowa i szybka, spięta i poukładana ;)

Relacja z naszej podróży nad Gardę i pobytu na Campingu Lido w Lazise znajduje się tutaj: Jezioro Garda i Camping Lido Lazise.

Wycieczki z dziećmi wokół Fardy
Jezioro Garda i Camping Lido w Lazise (klik w obrazek :))

Monte Baldo

Absolutnie fantastyczne miejsce i świetna wycieczka dla całej rodziny. Monte Baldo to masyw górski w Alpach Wschodnich, położony po wschodniej stronie jeziora Garda, na granicy regionów Wenecja Euganejska i Trydent – Górna Adyga. Pasmo posiada wiele wierzchołków, z których najwyższy – Valdritta – wznosi się na 2218 m n.p.m.

Z miejscowości Malcesine można wyjechać na Monte Baldo kolejka górską w dwóch etapach – z dolnej stacji kolejki do San Michele (580 m n.p.m., długość trasy 1512 m) i z San Michele na jeden ze szczytów pasma Monte Baldo (1780 m n.p.m., długość trasy 2813 m). Osobliwością drugiego odcinka kolejki są wagoniki obracające się o 360o w czasie jazdy, co pozwala dokładnie obejrzeć zarówno panoramę gór jak i rozpościerające się w dole i zapierające dech w piersiach widoki na jezioro i Malcesine.

Nigdzie nie znalazłam o tym wzmianki, ale to dla niektórych może być istotne – wagonik obraca się tylko jeden raz, po czym wraca do pozycji wyjściowej i tak kontynuuje jazdę aż do górnej stacji. Nie wiedzieliśmy o tym i stanęliśmy w wagoniku od strony gór – więc widoki na jezioro mieliśmy tylko przez chwilę. Jadąc w dół przezornie zajęliśmy miejsca skierowane w stronę jeziora, ale… trafiliśmy akurat na wagonik nieobracający się ;)

Cały wyjazd teoretycznie trwa 20 minut, ale biorąc pod uwagę oczekiwanie na stacji przesiadkowej, nam zajęło to trochę dłużej. Wagoniki na pierwszym odcinku mogą zabrać jednocześnie maksymalnie 45 osób, na drugim – 80 osób. Jadąc w dół można się więc nie załapać na pierwszą kolejkę drugiego etapu, wówczas czas zjazdu trochę się wydłuża.

Kolejka jeździ płynnie – przy małym natężeniu ruchu zabiera pasażerów co 30 minut, ale jeśli ilość osób zwiększa się, zaczyna kursować stale. Czas oczekiwania w naszym przypadku za każdym razem nie był większy niż 15 minut, a cały przejazd zajął nam, zarówno w górę jak i w dół, ok. 45 minut. Pierwsze wagoniki ruszają z dolnej stacji o 8 rano, a ostatni zjazd z górnej stacji odbywa się o 18.45. Później pozostaje nam zejście w dół na nogach :) Z tym, że jest to letni rozkład jazdy, jeśli podróżujemy w innym czasie, warto sprawdzić aktualne godziny odjazdu na oficjalnej stronie kolejki: http://funiviedelbaldo.it/en/timetable-rates/.

Sama kolejka – architektura stacji i konstrukcja wagoników – jest niesamowita. Nowoczesna, imponująca. A wjazd na górę i spacer dostarcza niezapomnianych wrażeń. Widoki są wspaniałe – pod warunkiem, że wybierzemy się tu w bezchmurny dzień, co nad Gardą wcale nie jest takie łatwe. Podobno najlepiej wyjechać na górę z samego rana, kiedy nad Monte Baldo nie zbiera się jeszcze mgła, a powietrze jest najbardziej przejrzyste. Choć akurat w trakcie naszego pobytu najczęściej to właśnie poranki były najbardziej zachmurzone, a w ciągu dnia przejaśniało się i niebo było czyste. My wyjechaliśmy na górę wczesnym popołudniem, w upalny i słoneczny dzień, jednak powietrze było nieco zamglone, za lekką chmurką. Góry co jakiś czas skrywały się za szybko pędzącą mgiełką, co tylko dodawało uroku temu miejscu. Mimo bardzo gorącego dnia, na górze temperatura była niższa – słońce mocno prażyło, ale powietrze było ostre i od czasu do czasu wiał chłodny wiatr. Bardzo przyjemnie!

Tu dokładnie widać jak szybko na Monte Baldo przemieszczają się chmury – zdjęcia były robione co kilka sekund:

Monte Baldo oferuje wiele możliwości spacerowych, w przewodnikach polecana jest trasa do schroniska, ok. 60 minut drogi, ale my darowaliśmy 2-godzinny spacer młodszym córkom – choć starszy syn miał na niego dużą ochotę. Przeszliśmy się tylko po najbardziej popularnych trasach w okolicy stacji i pooglądali widoki – szczególnie duże wrażenie robią paralotniarze wznoszący się na tle jeziora.

Na górze znajduje się sklepik, bar i restauracja z malutkim placem zabaw, co daje chwilę wytchnienia rodzicom ;) Na trasie spacerowej biegnącej w kierunku stoku od strony jeziora napotykamy zagrodę z lamami – dodatkowa atrakcja dla dzieci, a tuż obok znajduje się przyjemny, ogrodzony snack-bar z leżakami i kolejnym malutkim placem zabaw. Można tu kupić pamiątki – w tym czapki i skarpety w wełny lam :)

Cała wycieczka zajęła nam dobrych kilka godzin i pozostawiła pewien niedosyt, bo z pewnością to miejsce warte jest większej atencji i czasu.

I jeszcze na koniec uwaga odnośnie parkowania. W okolicy dolnej stacji znajduje się kilka parkingów – jeden bezpośrednio pod samą kolejką (170 miejsc) i nieco dalej, ale w odległości niedługiego spaceru, co najmniej 4 kolejne. Wszystkie są dobrze oznakowane i przy każdym z nich wyświetlana jest liczba wolnych miejsc. Ponieważ czytałam mnóstwo ostrzeżeń o trudnościach w parkowaniu samochodu, szczególnie pod samą kolejką, zaparkowaliśmy na pierwszym wolnym parkingu w Malcesine, oznaczonym numerem 1. Stąd tylko krótki spacer dzielił nas od dolnej stacji kolejki. Po drodze mijaliśmy kolejne parkingi, a każdy z nich oferował wolne miejsca. Ceny wszędzie są podobne. Aktualny cennik parkingu pod dolną stacją kolejki można znaleźć tutaj: http://funiviedelbaldo.it/en/useful-informations.

Gardaland

Gardaland zostawiliśmy sobie na deser. Pojechaliśmy tam w przedostatni dzień pobytu i to była dobra decyzja, bo finansowo jest to studnia bez dna – lepiej więc nie spłukać się na samym początku wakacji. No chyba, że ktoś umie bardziej z głową wydawać pieniądze niż my ;) Ale zdecydowanie i bezdyskusyjnie warto odwiedzić Gardaland będąc w pobliżu, szczególnie jeśli podróżuje się z dziećmi – ich radość tutaj jest bezcenna!

Starsze dzieci, jak nasz syn lat 13, mają do wyboru 4 roller-coastery. Antek zaliczył wszystkie – Oblivion – The Black Hole, Raptor (tę kolejkę wybrał na dobry początek ;)), Blue Tornado (tej się najbardziej obawiał i zostawił ją sobie na koniec), Magic Mountain, Sequoia Adventure. Z kategorii Adrenaline całą piątką poszliśmy do Magic House, gdzie mieliśmy ulec złudzeniu obracania się do góry nogami ;) Ale nie ulegliśmy. Nikt z nas natomiast nie odważył się na ekspresowe spadanie z wieży Space Vertigo.

Michał i ja chyba się zestarzeliśmy ;) Bo o ile 10 lat temu ochoczo wsiadaliśmy do każdego roller-coastera w Parku Asterixa w Paryżu, tak teraz wyszły z nas niezłe próchna ;) Żadnej adrenaliny, tylko przygoda – bawiliśmy się jedynie na atrakcjach z kategorii Adventure, szczególnie wodnych – co było szczególnie przyjemne przy temperaturze 34oC w cieniu. Choć musze przyznać, że wodne atrakcje na Praterze i w Parku Asterixa były według mnie ciekawsze – dłuższe i trochę “ostrzejsze”. Ale i tak mieliśmy dużo radości, szczególnie na Colorado Boat i Jungle Rapids.

Najbardziej było nam żal naszej najmłodszej gwiazdy – Mańki, która jest ekstremalnie odważną osóbką i miała ochotę wejść wszędzie. Ale niestety była za mała i właściwie poza nudnymi karuzelami nigdzie jej nie wpuścili :( Wciąż powtarzała to gdzie ja mude iść, nie mude tu iśc, buuu. W sumie mnie to nie dziwi, że obsługa bardzo pilnowała minimalnego wzrostu. Prawidłowo i tak powinno być – mimo, że jestem pewna, że co najmniej na kilku z atrakcji, gdzie jej nie wpuszczono, byłaby bezpieczna i miałaby mnóstwo tzw. funu. Niestety wszystko z kategorii Adventure dostępne jest od minimum 100 cm wzrostu, część od 110 cm, a pozostałe od 120 cm wzrostu.

Z kolei Emilka lat 6 jest strachliwa i ostrożna, nie lubi ryzyka, mokrej buzi i prędkości ;) Największą przyjemność sprawiały jej niezbyt wysokie i niezbyt szybkie karuzele, traktorek mknący bezpiecznie po gospodarstwie rolnym, ewentualnie kolejka wokół parku, ale tylko w towarzystwie mamy lub taty.

Zdecydowanie największą atrakcją dla najmłodszych pociech w upalny dzień jest wodny plac zabaw, na który wstęp mają tylko dzieci. Duży i bezpieczny, strzeżony przez kilku pracowników ochrony. Zamek z kilkunastoma zjeżdżalniami, fontannami, i innymi wodnymi atrakcjami, okazał się także wytchnieniem dla nas – mogliśmy je tam zostawić pod opieką Antka, a sami razem szybko pobiegliśmy skorzystać z Jungle Rapids tylko we dwoje :)

To czego nie polecamy, a z czego oczywiście skorzystaliśmy ;) to zręcznościowe zabawy typu ustrzel Minionka. Wszystko jest tak pomyślane, żeby nie było łatwo wygrać, choć z pewnością nasze umiejętności pozostawiają też wiele do życzenia… Wydaliśmy majątek, żeby trafić do kosza i wygrać ogromnego donuta – poduszkę, niestety udało nam się zdobyć tylko jedną. Można też strzelać do Minionków, wbijać piłkę do rury albo rozbijać talerze, żeby wygrać inne nagrody, ale po akcji z pączkiem z żadnej z propozycji sprawnościowych juz nie skorzystaliśmy. Za to dziewczynom ufundowaliśmy całkiem ładne tatuaże, które przetrwały kilka dni.

Całkiem sporo wydaliśmy też na jedzenie i napoje. Choć ceny nie są bardzo wygórowane, i równe w całym parku, jednak przy całodziennym pobycie 5 osób nie sposób czegoś nie zjeść i wypić – a wybór jest spory – od kebabów i fast foodów, po pizzerie i restauracje. Ulubionym przysmakiem dzieci były kolorowe, owocowe granity sprzedawane w specjalnych plastikowych butelkach na smyczy. Pierwszy zakup kosztuje 7 € z butelką, dolewki w każdym punkcie w parku – 2,5 €. Podobnie piwo – można kupić małe w plastikowe w kubku, ale można też kupić specjalny kufel na brandowanej Gardalandem smyczy za 7 € i potem kupować dolewki za 3 €.

Oczywiście wielką atrakcją dla dzieciaków są też sklepiki z gadżetami, którym naprawdę nie sposób nie ulec… My im ulegliśmy ;)

W Gardalandzie spędziliśmy niemal 12 godzin i to był wspaniały rodzinny czas. Mimo kilku trudniejszych chwil, zmęczenia i głodu, sądzę, to właśnie ten dzień wakacji dzieci zapamiętają najlepiej.

I jeszcze słówko o cenach. Bilety do parku najlepiej kupić przez internet, z wyprzedzeniem. My kupiliśmy w dzień wycieczki, ale nie w kasie parku, tylko na campingu – jest trochę taniej. Mania lat niespełna 3 (poniżej 100 cm wzrostu) weszła za darmo, za resztę (2 dorosłych i 2 dzieci – 13 i 6 lat) zapłaciliśmy 130 €. Parking przy Gardalandzie kosztuje 5 €, bez względu na czas parkowania. Warto było!

Sirmione

Sirmione położone jest na wąskim, podłużnym półwyspie na południu jeziora Garda, w części wybrzeża należącej administracyjnie już do Lombardii. Historyczne centrum miasteczka, pełne pozostałości rzymskich i średniowiecznych budowli, mieści się na północym krańcu półwyspu. Całe otoczone jest wodami jeziora – od pozostałej części miasta oddziela je fosa biegnąca wokół XIII-wiecznego Zamku Scaligerich (Castello Scaligero), będącego jednym z najlepiej zachowanych średniowiecznych zamków w całych Włoszech. Na starówkę prowadzi zabytkowy most i historyczna brama zamku.

Centrum Sirmione to plątanina urokliwych, wąskich uliczek, alejek i zielonych placyków. Uliczki mieszczą sklepy, butiki, restauracje, bary, cukiernie i lodziarnie. Po zachodniej stronie historycznego centrum znajduje się mały port, z którego odpływają statki wycieczkowe po Gardzie, po wschodniej i północnej – 3 plaże. Na szczególną uwagę zasługuje północna Jamaica Beach, z zejściem do jeziora pokrytym płaskimi skałami. W północnej części półwyspu znajdują się także rzymskie zabytkowe budowle Grotte di Catullo, gdzie nadal prowadzone są prace archeologiczne.

Sirmione jest ekskluzywne i eleganckie, to tu znajdują się najdroższe i najbardziej luksusowe hotele nad Gardą, z własnymi basenami termalnymi i saunami, zlokalizowane nie tylko w centrum miasteczka, ale także wzdłuż jedynej drogi dojazdowej do centrum, jeszcze przed bramą zamku.

Wybierając się do Sirmione samochodem trzeba zostawić go przed murami starego miasta – wjazd do centrum jest możliwy tylko dla pojazdów uprawnionych. Parkingów jest sporo, także przed samą bramą, z tym, że są one droższe niż parkingi oddalone od centrum (1,5 €/h dalej od zamku i 2,5 €/h przy samym zamku). My zaparkowaliśmy stosunkowo daleko od starówki i musieliśmy sporo przejść – co mogłoby być miłym spacerem, gdyby nie zmęczone upałem dzieci. Dlatego do auta wróciliśmy autobusem, odjeżdżającym z przystanku tuż przy murach starego miasta. Za bilety zapłaciliśmy tylko 3 €, za dorosłych, dzieci podróżowały za darmo. Bilety kupione w kiosku są tańsze – zamiast 1,5 € za osobę, zapłacilibyśmy 1 €.

Werona

Do Werony ruszyliśmy w niedzielę po południu. To tylko 30 km i ok. 30 min. drogi z Campingu Lido, gdzie się zatrzymaliśmy. Nie nastawialiśmy specjalnie na zwiedzanie, bo Weronę już znamy – chcieliśmy pospacerować, odwiedzić Disney Store dziećmi, pokazać im Arenę i balkon Julii. To z małymi dziećmi plan optimum, bo i tak przeciętną 3- i 6-latkę niewiele więcej interesuje.

Parkowanie w Weronie nie jest trudne – tylko parkingi są drogie ;) Jest ich sporo w samym centrum, koszt wszędzie podobny – 2 € za pierwszą godzinę i 3 € każda kolejna. My parkowaliśmy na parkingu Arena, bezpośrednio przy centrum, ale podobnych parkingów jest w okolicy kilka i znaki w drodze do centrum informują o liczbie wolnych miejsc na każdym z nich.

Spacer po Weronie – mimo okropnego upału – był miły, szczególnie, że zrobiliśmy dłuższą przerwę w Disney Store – w drodze od Areny do domu Julii, przy Via Giuseppe Mazzini. Miejsce straszne i piękne. Ociekające komercją, głośne od płaczu dzieci, które chcą mieć wszystko i teraz, z drugiej strony piękne i bajeczne. Ja, za moich czasów, mogłam o czymś takim tylko pomarzyć – i to niezbyt często, bo bajki Disneya były emitowane co najwyżej raz w tygodniu i to przez max. 30 minut. Przetrwaliśmy zakupy i kontynuowaliśmy spacer po Weronie z lżejszym portfelem, ale za to z wielkimi torbami strojów księżniczek i przytulanek ;)

Po drodze zahaczyliśmy także o lody w naszej ulubionej włoskiej lodziarni Grom, i dotarliśmy do tłocznego i upalnego Piazza Delle Erbe ze straganami oraz fontanną Madonna Verona, zbudowaną z fragmentów term z czasów Cesarstwa Rzymskiego. Nad placem wznosi się wysoka na 84 metry średniowieczna wieża zegarowa Torre dei Lamberti, z której można podziwiać całą Weronę, jednak my, ze względu na zmęczone spacerem w upale dzieci, darowaliśmy sobie wspinaczkę schodami w górę.

Z Piazza Delle Erbe tylko dwa kroki dzielą nas od Casa di Giulietta, czyli domu Julii – ze słynnym balkonem, z którego romansowała z Romeo, oraz z wykonanym z brązu posągiem Julii na dziedzińcu. Antek dość odważnie, jak na 13-latka, dotknął piersi Julii – co zgodnie z przesądem przynosi szczęście w miłości ;)

Tuż obok domu Julii znudzona najmłodsza córka wreszcie znalazła atrakcję dla siebie – Myszkę Minnie, z którą za kasę można było zrobić sobie zdjęcie – z czego Marysia skwapliwie skorzystała i dało jej tyle radości, że aż miło było popatrzeć ;)

Wycieczki z dziećmi wokół Gardy - Werona
Wycieczki z dziećmi wokół Gardy – Werona

Stamtąd powoli wróciliśmy na Piazza Brà ze słynną Areną, będącą jedną z największych rzymskich amfiteatrów świata. Pochodząca z I wieku naszej ery Arena wciąż jest czynna, odbywają się tutaj liczne festiwale i koncerty. Każdego lata (w 2016 roku od 24 czerwca do 27 sierpnia) odbywa się tu Festiwal Opery, dlatego cały plac przypominał nieco plac budowy, a obok amfiteatru stały dźwigi i piękne, ogromne dekoracje.

W okolicy Areny znajduje się świetna neapolitańska pizzeria Peperino Pizza & Grill – niestety zgłodnieliśmy w porze sjesty (15.30 do 18.30) i obeszliśmy się smakiem. W efekcie wylądowaliśmy z Burger Kingu, którego osobiście nie znoszę, ale przynajmniej dzieci coś zjadły – nuggetsy to pewnik, który już nieraz ratował im życie. A nam psyche, bo głodni są naprawdę nieznośni.

Na koniec wycieczki dziewczyny wykąpały się w fontannie :)

Wycieczki z dziećmi wokół Gardy - Werona
Wycieczki z dziećmi wokół Gardy – Werona

Peschiera del Garda i Lazise

Te dwie miejscowości są ładne, ale nie nadzwyczajne. Będąc w pobliżu można tam zajrzeć, ale robienie specjalnych wycieczek chyba nie jest godne polecenia, szczególnie w upale i z dziećmi, które zdecydowanie wolałby w tym czasie kąpać się w jeziorze lub w basenie. Bardzo możliwe, że mogłabym zmienić zdanie podróżując tylko z mężem, bo uroku nie brakuje ani Peschierze ani Lazise. Ale z dziećmi nie udało nam się zaszyć w zakamarki miasteczek i poczuć ich klimat. Obydwa leżą ok. 4-5 km od Campingu Lido w Pacengo, gdzie się zatrzymaliśmy.

Peschiera del Garda

Peschiera położona jest na południowym krańcu jeziora. Jest bardzo charakterystyczna i większość zdjęć pokazuje ją z lotu ptaka, gdyż jest prawdziwą fortecą na wodzie. Ze względu na strategiczne położenie militarne, miejsce to od starożytności zgromadziło nieprawdopodobną liczbę i rodzaje budowli wojskowych oraz konstrukcji militarnych o charakterze obronnym. Spora część fortyfikacji przetrwała do dziś i właśnie one tworzą niezwykły wygląd miasteczka. Najważniejszy zabytek miasta to Fortezza Rocca. Starówka miasteczka, otoczona murami obronnymi i wodą, pełna jest sklepików, restauracji i lodziarni.

Lazise

Lazise jest niewielkim miasteczkiem leżącym we wschodniej części jeziora. Starówka i główny plac z charakterystyczna posadzką przylegają z jednej strony do jeziora, a od lądu otoczone są średniowiecznymi murami obronnymi. W samym centrum znajduje się mały port, wchodzący w zabudowania starego miasta, a tuż obok XII-wieczny kościółek S. Nicolo zwieńczony charakterystyczną wieżyczką. Samo centrum wypełniają sklepiki z pamiątkami, sklepy z wywieszonymi na zewnątrz ubraniami, restauracje i lodziarnie.

1 Comment

  1. […] Ponieważ spędziliśmy tu tylko 9 nocy, nie zdążyliśmy zobaczyć wszystkiego co powinniśmy. Ze względu na pobyt z trójką dzieci ograniczyliśmy wycieczki do miast i zwiedzanie – odwiedziliśmy tylko Weronę, Peschierę del Garda, Lazise, Sirmione, wyjechaliśmy niesamowita kolejka górska na Monte Baldo i spędziliśmy się intensywny dzień w Gardalandzie. Nasze wycieczki i wrażenia opisałam tutaj: Wycieczki z dziećmi nad Gardą. […]

Dodaj komentarz